Powodowany nagłą potrzebą wychyliłem głowę spod płaszcza ciemności. Ale stało się coś, jakiś mocny impuls zawładną moimi nie do końca przebudzonymi myślami. Do umysłu wdarł mi się czyjś zimny głos i nakazał mi spać... znowu spać...
Dopiero teraz znów otworzyłem oczy. Wygrzebałem się z tego pogorzeliska (jakim cudem??) z cichą nadzieją na to, że nie usłyszę po raz drugi tego hipnotycznego głosu. Nie chcę już więcej trwać w marnotrawnym letargu.
I nie usłyszałem go. Wyglądam jak wrak człowieka, namiętnie chowającego się po cieniach starego miasta. Brak mi wiary, brak mi efektywna aparycji... muszę się zregenerować. Poskładać strzępki swojego Ja w jedną całość.