pokora
Odnalazłem dzisiaj świątynię zbudowaną ludzkimi rękoma , a w której ponoć zamieszkiwać ma odwieczny duch wszechrzeczy. Z ciekawości przekroczyłem jej bramę i stanąłem pośród śmiertelnych.
Podczas nabożeństwa zamknąłem oczy i wsłuchiwałem się w umysły ludzi znajdujących się w tej małej zatłoczonej salce.
Jedni, fanatycznie odśpiewywali pieśni. Z ich ust cisnęły się słowa modlitwy, wypowiadane szybciej, tak aby inni zobaczyli ich świętość.
Inni znów, kurczowo trzymali w dłoniach różańce i odprawiali swoje własne modły, prosząc o pomyślność bądź rozwiązanie jakiegoś większego problemu.
Matka prosząca o nawrócenie dla swojej młodocianej córy, dziewczyna prosząca o miłość, rodzina modląca się o uzdrowienie dla kogoś w chorobie – to słyszałem.
Reszta pozostawała nieczuła na wszystko. W ich oczach widniał nudny obowiązek. Beznamiętnie wpatrywali się w ołtarz i w ciało swojego ukrzyżowanego Pana.
A ja.. ja stałem i chyba po raz pierwszy od wieków zadałem pytanie, w samotności. Nie sobie, nie innym, lecz Jemu – Bogowi chrześcijan.
Jednak nie dostałem żadnej odpowiedzi.